Zamknięte niestety.
Na mapie Warszawy jest takie miejsce, do którego zawsze z chęcią chodzę. Nie wiem czy to specyficzna nazwa mnie przyciąga, czy nieformalna atmosfera, czy mimo kilku minusów polubiłam tam przebywać. Mowa o Gryzę i Połykam na ul. Jasnej.
Gdy tylko usłyszałam o tym miejscu wiedziałam, że szybko muszę je odwiedzić. Moja pierwsza wizyta odbyła się latem, a potem były kolejne i kolejne i ostatni raz byłam tam jakiś miesiąc temu. Za każdym razem wychodziłam z innymi wrażeniami, z jednej strony zadowolona, a z drugiej- z chęcią, że zawiodłam się na lokalu.
Jednak teraz, gdy wspominam spędzony tam czas, wiem, że lubię ten lokal.

Zawiedziona jedzeniem postanowiłam dać jeszcze jedną szansę lokalowi. Wybrałam się tam jakiś czas temu, w chłodny jesienny wieczór. Zamówiłam krem z dyni, koleżanka natomiast ciasto marchwiowe. Zarówno krem, jak i ciasto były pyszne i żałowałam, że nie jestem bardziej głodna, bo sama z chęcią skusiłabym się na taki deser- nie za słodki, wilgotny, po prostu pyszny!. Tym razem minus trafił do obsługi, Pani kelnerka mnie nie zauważała, stałam dłuższą chwilę przy barze nim zamówiłam wspomnianą zupę. I nie była to minuta czy dwie, ale naprawdę jak na taką sytuację o wiele za długo. Jak to w życiu bywa, co człowiek to inne podejście do pracy, klienta i życia ;)
Uważam jednak, że każde miejsce ma swoje plusy i minusy, ja Gryzę i Połykam bardzo lubię- za krem z dyni, za pyszne cappuccino, za ciasto marchwiowe i tą atmosferę- można usiąść, spotkać się ze znajomymi, poplotkować przy drinku, kawie lub pysznej zupie (lub jak się przytrafi zeschniętym majonezie ;)).
W skali 1-6 oceniam to miejsce na 4+ (przez obsługę i „sos”)
Gryzę i Połykam,
ul. Jasna 10, Warszawa
