Zarządzam kaloriami, czyli jak blogerka kulinarna uczy się jeść

To co Wam teraz powiem pewnie niejednego z Was pewnie zdziwi, bo zwykle dziwi jak o tym mówię, inni każą mi się puknąć w głowę, a inni pokiwają nią ze zrozumieniem.

Uczę się jeść…

Jestem szczupłą (wg. niektórych chudą) osobą, nie mogę narzekać na figurę, choć jak prawie każda kobieta to robię- bo mam jakieś tam kompleksy. No, ale nie jest źle. Odchudzać się nie muszę, a jednak poszłam do dietetyczki.
Jak mówię to głośno to reakcja ludzi zwykle jest taka sama: szok i komentarz: odbiło Ci już doszczętnie, z ości na proch? Chuda jak szkapa, a do dietetyczki zachciało Ci się iść. Weź się puknij w głowę.

No właśnie nie puknę się, puknęłam się w głowę 2 miesiące temu i dzięki temu zmądrzałam, wzięłam słuchawkę telefonu i umówiłam się na pierwszą wizytę… bo chciałam nauczyć się jeść na nowo…
Nie wiem czy wiecie, ale dietetyk nie jest tylko od odchudzania, on uczy jeść zdrowo, mądrze i różnorodnie.

Blogerka kulinarna i uczy się jeść? Coś tu jest nie tak…

A no jest nie tak, i nie tylko coś, a wszystko. Po prostu, przy ciągłej gonitwie, masie zadań, planów, celów, szkoleń, spotkań, jedzenie zeszło na drugi plan. Nie miałam czasu na gotowanie, nie miałam czasu na jedzenie, nie miałam czasu na tak przyziemne sprawy. Nawet 30 minut na ugotowanie makaronu na obiad wolałam przeznaczyć na inne rzeczy. Oczywiście gotowałam, raz, może dwa razy w tygodniu. A raczej piekłam, bo to mnie relaksowało. Miałam co Wam pokazać na blogu, znajomi byli szczęśliwi, bo ich częstowałam, a ja zamiast zrobić sobie obiad przegryzałam na zmianę serek wiejski i wafle ryżowe. Niby spoko jedzenie prawda? Żadne junk food czy fast food… Jednak gdy się je głównie to i nic więcej to zaczyna się robić problem. Organizm walczy, zwalnia metabolizm, a Ty zamiast coś z tym zrobić tracisz chęci do jakiegokolwiek działania.

zarzadzanie kaloriami

Jak wiecie monotonia w niczym nie jest dobra. A ja swoją jedzeniową monotonią rozwaliłam sobie metabolizm do tego stopnia, że byle większa uczta i ja już tyłam. Dokładając do tego hektolitry kawy i niedoczynność tarczycy… Nie muszę chyba pisać dalej.

Zaczęłam chcieć od życia więcej

Jednak żeby mieć siły na więcej trzeba dostarczyć sobie do tego energii i wszystkich tych witamin, mikro i makroelementów, o których tyle się pisze. Wdrażając w życie swoje noworoczne postanowienia, zaczęłam uprawiać sport, skupiać się na tym czego chcę i co się we mnie dzieje. Kolejnym krokiem było zrobienie czegoś z tym moim odżywianiem, bo to nie było tak, że ja nie byłam świadoma jak jem. Byłam świadoma i wstydziłam się sama za siebie. Dobrze wiedziałam jak ważna jest różnorodność w diecie i nie ograniczanie się tylko do danej grupy składników. Dla mnie jako biologa i osoby, która kiedyś bardzo dbała o zrównoważoną dietę, ograniczanie się tylko do białek, węgli czy tłuszczów, jest bardzo nierozsądne. I nawet jeśli sprawia wrażenie, że takie diety dają efekty, to jest to złudne wrażenie.

chcieć więcej

Nie bądź nudny. Postaw na różnorodność

Bo my w życiu potrzebujemy różnorodności, także różnorodności na talerzu
Warto jeść zdrowo, warto zwracać uwagę na to co jemy, ale bez skrajności. Ważny jest bilans energetyczny- dostarczajmy sobie tyle kalorii ile potrzebuje nasz organizm, a także to co on nam podpowiada – nawet jeśli czasem mamy nieodpartą ochotę na batonika, to pozwólmy sobie na niego- raz na jakiś czas możemy!

Ja idąc do dietetyczki wiedziałam, że z góry będę miała narzucone co mam jeść. To była jedyna dla mnie opcja, musiałam mieć bata nad sobą, by znów nie dać wyższego priorytetu obowiązkom niż swojemu odżywianiu, a tym samym zdrowiu. Jednak wiedziałam też, że jeśli raz na jakiś czas (nie co tydzień ;)) zachce mi się coś innego, kawałek czekolady czy cukierka, to go zjem. Grunt to świadomość tego co jemy! Grunt to różnorodność!

urozmaicona dieta

I wiecie co? Efekty są niesamowite, a ja jestem zupełnie inną, dużo szczęśliwszą i bardziej promienną osobą. Jem różnorodnie, bilans kalorii zwiększamy co jakiś czas, a moja waga wcale nie idzie w górę, tylko spada. Wstyd, ale muszę to powiedzieć, jadłam ok. 800 monotonnych kcal dziennie, a teraz jem już ponad 1300 i mój organizm jest mi wdzięczny za tą różnorodność.

Dlaczego postanowiłam o tym wstydliwym dla mnie temacie napisać?

Bo z jednej strony chciałam publicznie powiedzieć o swoim postanowieniu świadomego jedzenia by dłużej w nim wytrwać. Po drugie, z przerażeniem patrzę na te wszystkie monotonne diety, które np. każą jeść głównie białko czy tłuszcze. Po trzecie aktualnie jest prowadzona ogólnopolska kampania Zarządzanie Kaloriami , której inicjatorem jest Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością. Kibicuję mocno tej kampanii, gdyż jej celem jest nauczenie Polaków tego w co wierzę, czyli: nic nie jest w 100% zakazane, po prostu planując posiłki podejmujmy świadomych wyborów, a zjadane kalorie bilansujmy ruchem.
W związku z kampanią Zarządzanie Kaloriami została przygotowana fajna infografika, która w przyjazny sposób pokazuje co i jak często powinniśmy jeść:

Zarządzanie kaloriami

Pamiętaj: należy świadomie podchodzić do tego co jemy i czasem pozwalać sobie na więcej, przecież to można potem zbilansować ruchem (takim jak lubimy ;))

Trzymajcie kciuki za moje nauki jedzenia i za to bym znów nie wpadła w wir monotonnego jedzenia z braku czasu!
A może macie podobne doświadczenia? Podzielicie się nimi? W grupie raźniej :)

świadoma dieta

Wpis powstał we współpracy z Polskim Towarzystwem Badań nad Otyłością

Spodobał się wpis?
Podziel się.
  • Krok w dobrą stronę, trzeba wiedzieć co się je i czasem warto wiedzieć czemu akurat to a nie tamto.
    Dietetyk jak mechanik czasem wizyta jest potrzebna zanim się coś popsuje ;)
    THX za infografikę przyda się

  • Gosia Oczko

    No nareszcie! :) Dbaj o siebie, a nie tylko te serki i serki ;P Swoją drogą to nawet mogłabyś zostać ambasadorem serka wiejskiego haha, bo z nim kojarzę głównie Ciebie ;)
    ps. A ja już od dłuższego czasu nie wychodzę z domu bez śniadania, jadam co ok 3-4 godziny, w pracy oczywiście drugie lekkie śniadanie i obiad. I głównie zdrowe przekąski – wiesz pokrojone warzywa, jakieś bakalie – takie tam bzdurki. Przecież muszę się zmieścić jeszcze w te spodnie 34, które jeszcze 2 lata temu bez problemu zakładałam na tyłek ;)
    Buziaki

    • no mi w kuprze spadło 8cm odkad chodze do dietetyczki :)

      P.S. ja od 4 lipca czekam az sie odezwiesz ze wrocilas i idziemy na kawe :P #foch

      • Gosia Oczko

        A fakt! Zapomniałam ;P Wyślę Ci gołębia ;)

        • gołębi to ja w kurniku mam pod dostatkiem, mają niesamowitą przemianę materii, szybko wydalaja wszystko na mój balkon ;)