Fajnie jest podejmować ryzyko, ale…

W niedzielny wieczór wzięło mnie na filozoficzne rozkminy, podsumowanie pierwszego kwartału tego roku i tego co mi się udało, a co nie. Co zrobiłam, a czego nie zrobiłam. I tak doszłam do pytania: czy jestem zadowolona z podjętych decyzji i działań?

łamisłówka1
Często decyzje, które musimy podjąć, wiążą się z jakimś ryzykiem, mniejszym lub większym, nie ważne. Ryzyko to ryzyko, ono zawsze wprowadza zamęt w życiu i coś zmienia, nie zawsze na lepsze. Stąd to normalne, że boimy się go.

ogranicza nas tylko strach
Mówi się, że ogranicza nas głównie strach. Lęk przed nowym i nieznanym, przed zmianami i wyjściem z tzw. strefy komfortu. Podobno ten lęk powoduje, że niesamowite rzeczy nam uciekają, że przez lęk tracimy szansę na rozwój, nowe możliwości, a nawet sukces.

To prawda, też tak uważam. Należy podejmować ryzyko, iść do przodu, walczyć z tym lękiem. Pokazałam to zresztą rok temu, przewracając swoje życie do góry nogami, zmieniając nie tylko pracę, ale i miasto, otoczenie, wszystko… Bałam się niesamowicie, nie raz chciałam się wycofać i zostać. Jednak zrozumiałam że to nie o to w życiu chodzi, że muszę zaryzykować i spróbować. Przecież zawsze mogę wrocić

czas na zmiany

Nic nowego nie napisałam teraz co? Nic czego nie wiesz, czego nie możesz przeczytać w motywacyjnych książkach, artykułach i blogach. Działaj, podejmuj ryzyko, walcz! I tym podobne wezwania do działania ;)
Nie, no oczywiście, to jest prawda. Bez działania i ryzyka, to pewnie byśmy koła nie znali. Jest tu jednak małe “ale”, o którym chcę właśnie napisać.

Czasem musimy przystopować. Poczuć całym sobą na jakim etapie życia jesteśmy i czy ta zmiana i ryzyko powinno nastąpić właśnie teraz. Czy jesteśmy na tyle silni by stawić czoła nowym wyzwaniom. Czy jeśli podjęte ryzyko będzie od nas wymagać więcej energii to czy damy radę?

Dlaczego o tym pisze? Bo niedawno sama miałam taką sytuacje. Super okazja, szansa, możliwość rozwoju. Wszyscy mówili: zrób to. Przekonywali, motywowali, kazali rozpisywać plusy i minusy. Ryzyko było duże, ale ja przywykłam już do tego, że w moim życiu rzadko jest spokojnie i milusio. Poza tym ja też gdzieś w głębi siebie chciałam podjąć to ryzyko. Jednak miałam 50% szans, że podejmę dobrą decyzję, a 50% szans, że mniej dobrą (nie ma złych decyzji ;)). Rozważyłam obie sytuacje i zrozumiałam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to w tamtym momencie życia nie podołam, że nie będę miała tyle energii by przyjąć wszystko na klatę i znaleźć nowe rozwiązanie. Moją energię pochłaniała inna rzecz i kolejny taki energopochłaniacz mógłby być gwoździem do trumny… Ryzyka nie podjęłam, owa szansa uciekła nieodwracalnie, w pewnym sensie ból dupę ściska, ale ja z sukcesem skończyłam inną rzecz, na której bardzo mi zależało, spełniłam swoje życiowe marzenie i jestem szczęśliwa z podjętej decyzji.

odpowiedni czas
Widzisz już to “ale”, o którym napisałam powyżej? Jest nim Czas, odpowiedni czas, etap życia w jakim się znajdujemy. Fajnie jest podejmować ryzyko, działać, iść do przodu, jednak dobrze jest też spojrzeć trochę szerzej na to wszystko i rozważyć więcej aspektów. Być może na tym etapie życia, na którym jesteśmy powinniśmy wszystkie nasze siły skupić gdzie indziej. Być może powinniśmy zakończyć jedną rzecz, by móc zacząć inne…

Jaki morał? Jak zawsze taki sam: słuchaj siebie, ale dodatkowo rozważ inne aspekty. Nie myśl tylko o tym czego chcesz, ale realnie oceniaj swoje siły i możliwości. Bądź optymistą, ale z tyłu głowy miej plan B ;) Jak coś pójdzie nie tak to faktycznie, zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie, ale trzeba mieć na to energię.

I tymi o to mądrościami życzę Wam miłego tygodnia! :)

Spodobał się wpis?
Podziel się.