To nie są postanowienia noworoczne

Tak, dokładnie, to nie są postanowienia noworoczne, bo to co zaraz napiszę zostało przemyślane i wydumane wcześniej. Powoli dojrzewało w mojej głowie, a teraz najlepsza pora by to spisać. W końcu wszyscy to robią to nie będę się wyłamywać ;).

Chcę to napisać tu, bo wiadome jest, że jeśli do czegoś zobowiązujemy się publicznie to łatwiej nam tego potem przestrzegać (choć w moim przypadku nie zawsze to się sprawdza). Poza tym, może to Was jakoś natchnie i do pozytywnych zmian doprowadzi.

W jednym z poprzednich wpisów pokazałam ile kosztował mnie ubiegły rok i mimo, że niekiedy bardzo bolało to rok 2014 zaliczam do udanych. Właśnie przez to co zrozumiałam, do czego doszłam i co odkryłam. Wiem już co muszę zrobić by lepiej mi się żyło, wiem, bo poznałam lepiej siebie, a to podstawa do dalszego rozwoju i podążaniu ku radości i szczęściu.

jajka od szczęśliwych kur

Być może stanie się tak, że nie wszystkie moje plany i postanowienia uda mi się zrealizować. Jednak nie chcę zakładać tego z góry, bo wówczas nie miałyby sensu. Będę się starać, każdego dnia pracować nad tym, by za rok napisać – udało się, nawet jeśli uda się tylko w 50% – wiem, że czasem moje ambicje i stawianie sobie poprzeczki przekracza ludzkie możliwości (a ja niska jestem, trudno czasem te poprzeczki przeskoczyć).
Tak jak pisałam w poprzednim wpisie – jeśli moje cele i postanowienia na nowy rok będą za trudne to je zmodyfikuje. Mam do tego prawo, bo to moje cele i one mają mnie uszczęśliwić, a nie uprzykrzać mi życia. Zresztą już teraz bardzo realnie do nich podchodzę- bo w końcu znam siebie najlepiej – i nie zamierzam np. obiecać sobie, że przebiegnę 10 km albo, że będe chodziła 2 razy w tygodniu na siłownie. Nie ze mną te numery. Jednak wiem, że mogę postanowić sobie, że ponownie spróbuję z bieganiem i że choć raz w tygodniu wybiorę się na siłownię (karnet już mam…od 2 miesięcy nie używany ;)).

Ale do rzeczy, trzeba działać, a nie nawijać makaron na uszy!

1. Ogarnę się

Tak właśnie ogarnę się i swoje pokręcone życie. Bardzo mnie męczy to, że wszędzie gdzieś biegnę, robię wszystko na ostatnią chwilę, robię 5 rzeczy na raz, a w oknie przeglądarki mam otwarte 36 kart! I na wszystkich coś robię, no dobra na 70% coś robię, a reszta to na potem, by nie zapomnieć. Koniec z tym!
Robię maks 3 rzeczy na raz, a resztę zapisuję by nie zapomnieć. Kiedyś myślałam, że to jest niemożliwe do ogarnięcia, ale jest. Przestaję działać na kilkunastu aplikacjach do organizacji czasu i zadań, bo w każdej mam co innego i potem nie wiem co gdzie szukać, a jak mój poziom wkur*** eksploduje to wszystko kasuję. Wybieram 3: trello, Doit.im oraz google calendar.
Robię porządek w zakładkach przeglądarki i na dyskach zewnętrznych. Czyszczę swój wirtualny świat, bo w nim siedzę bardzo dużo (praca, blogi) i czuję, że zaczyna mnie przytłaczać. Wiem, że to będzie dla mnie proste do zrobienia, bo od miesiąca już tak działam. Powoli porządkuje wszystko i organizuję w sprawnie działający system. I wybaczcie, że nie odpisuję na FB, bo tego miejsca też unikam.

postanowienia noworoczne

2. Znajdę więcej czasu dla siebie

Dla siebie, czyli na to na co teraz nie mam czasu – długą kąpiel, książkę, poleżenie i nic nie robienie. Więcej czasu, czyli chociaż kilka godzin tygodniowo!
Wcześniej uważałam to za marnowanie czasu, którego i tak nie mam, teraz odkrywam piękno takich chwil. Koniec z byciem robotem- choć w sumie robot też czasem musi poleżeć.
Wiem, że to będzie dla mnie bardzo trudne w realizacji, wiem bo właśnie intensywnie się tego uczę od kilku miesięcy, jednak mam plan na to, rozpisany na kartce i z tą kartką działam sobie.
To wszystko brzmi śmiesznie, ale dla mnie to naprawdę coś nowego. Za to jak fascynującego! Jak taki pierwszoklasista notuję, uczę się i odhaczam sukcesy. Dąże do tego by weszło mi to w krew, a poczucie obowiązku pracy znikało od czasu do czasu.

postanowienia noworoczne

3. Zadbam o swoje chore zdrowie

Chore, bo zaniedbane. Ubiegły rok był rokiem eksperymentu z dietą bezglutenową, pełną porażek i pokus, jednak uświadomił mi, że gluten nie jest niestety dla mnie i muszę wygrać z delirką na widok bułeczki z ziarenkami. Jest co raz lepiej, zatem…

  • poważnie przechodzę na dietę bezglutenową, ale ponieważ czasem muszę zjeść zakazany owoc (chcę, lubię, muszę) daję sobie dyspensę 2 razy na miesiąc. Już wiem, że nie uda mi się go całkowicie wyeliminować, a oszukiwać siebie nie zamierzam. Myślę, że taki kompromis zrobi dobrze zarówno mojemu zdrowiu, jak i psychice
  • zacznę normalnie jeść, normalnie czyli coś więcej oprócz wafli ryżowych. Zdziwiony? Blogerka kulinarna, która niezdrowo się odżywia? No cóż, na co dzień nie miałam czasu gotować, a moje posiłki były bezwartościowe i monotonne: serek wiejski, wafle ryżowe, serek wiejski, zupka chińska. Jedynie jak wychodziłam na miasto lub gotowałam na blog jadałam bardziej urozmaicone dania. Teraz zamierzam gotować więcej na raz, dzielić na porcje i mrozić. I tego muszę się trzymać bo inaczej będzie kara! ;)
  • sport, sport, sport- nienawidzę! Ale dam sobie szansę jeszcze raz, dam szansę bieganiu, dam szansę siłowni (w końcu co miesiąc płacę za karnet), dam szansę ruchowi. Coś znajdę dla siebie, bo “pan doktor” tak przykazał, a i ja odczuwam potrzebę ruchu.
  • więcej wody, mniej kawy, itd. itd – tutaj mogłabym wymieniać i wymieniać, ale czuję, że w tym temacie wiele nie zmienię, przynajmniej nie w tym roku.

noworoczne postanowienia3

4. Przestanę mówić: “ale jak?, ja nie potrafię” .

Zacznę próbować, działać, małymi kroczkami rozwijać te dziedziny życia, które rozwinąć chcę od lat, a nie wychodzi mi tylko dlatego, że chcę tu i teraz nauczyć się wszystkiego. Powoli, pomalutku, krok po kroczku. I tu rozpisałam sobie już plan działania, bez niego nie zrobię nic, muszę mieć twardo napisane co kiedy i jak, czarne na białym, inaczej o kant kupra mogę swoje postanowienia trzasnąć. Przecież znam siebie :)

I na koniec za Zapętloną Kasią:

collect moments

Spodobał się wpis?
Podziel się.
  • Trzymam kciuki! :)

  • no czeeeeść! ja machnęłam wczoraj na blogu grafiki do uzupełniania. Mam jakoś tak, że jak wisi mi kartka nad głową to łatwiej mi się zabrać do postanowień, ale wyjdzie w praniu :)

    • ano dokładnie, jak widzisz przed oczami co masz zrobić, co sobie obiecałeś/aś to prościej :)

  • Bardzo mocno życzę Ci powodzenia!!!
    Też pracuję na ulepszeniem siebie i swojego życia.
    Z dietą jest nie najgorzej, ale organizacja czasu i pracy to masakra. Tak samo jak Ty mam otwartych milion zakładek w przeglądarce “ku pamięci” i notatki w kilku miejscach. Wypróbuję to co wymieniłaś, ale czuję, że moja tradycyjna natura wymaga kalendarza i notesu na papierze. Planuję zrobić sobie taki spersonalizowany ;)

    • Ja też planuję taki kalendarz sobie zrobić…planuję ;) a co do kart- wypróbuj one tab, może u ciebie się sprawdzi :)