Mój zakupoholizm, czyli minimalizmu brak

Modnym tematem jest teraz minimalizm. Pojawia się coraz więcej blogów o minimalizmie, coraz więcej blogerów o tym pisze, wszyscy są lub chcą być minimalistami. Ja natomiast napiszę o swoim zakupoholizmie, czyli mania posiadania jest mi znana.

Jak było:
Od kilku miesięcy codziennie śledziłam, czytałam, robiłam notatki i planowałam owe treści o tym jaki ten minimalizm jest fajny, jaki ład wprowadza do życia i jak ogólnie jest lepiej. Wierzyłam w to! W głowie rodziły mi się różne, przeróżne pomysły: co zrobię, jak zrobię, co zmienię w swoim życiu by też odczuć, że “mniej znaczy lepiej”. W kajeciku (no dobra, nie posiadam owego- używam trello) notowałam inspiracje do wpisów- czego ja tam nie zapisywałam, jak ja to miałam pokazaćjak pięknie wprowadziłam minimalizm do swego zagraconego życia.

Bo ja wierzyłam, że wprowadzę minimalizm do swojego życia i będzie mi się fajniej żyło.

minimalizm

Jak jest:
Liczba tematów wpisów wydłużała się każdego tygodnia, a ja tak naprawdę czułam tylko jedną wielką porażkę, bo ten cały minimalizm jakoś nie pojawiał się w moim życiu.

Dlaczego?
Bo nie potrafiłam go wprowadzić, nawet małymi kroczkami, na które dzieliłam sobie moje plany.
Codziennie jakaś nowa rzecz pojawiała się w moim domu, codziennie coś nabywałam drogą kupna, codziennie czułam, że znowu się nie udało. A to nowy lakier do paznkoci (nie maluję paznkoci, ale przecież zacznę, bo przecież kiedyś przestaną mi się tak rozdwajać, będą długie i piękne, a wtedy nie będę mieć lakieru do paznokci, więc muszę zrobić zapasy). A to nowa sukienka (no bo podobno w sukienkach fajnie wyglądam, tylko jakoś rzadko je noszę, zacznę!). A to kolejny balsam (nie lubię balsamować ciała,ten balsam tak ładnie pachnie), herbata (kto widział jak piję herbatę ręka w górę), książka (mam kilkadziesiąt nieprzeczytanych pozycji, ale przecież kiedyś znajdę na to czas). I tak bez końca mogłabym wymieniać…

zakupoholizm

I chyba dziś już wiem- do minimalizmu jeszcze długo nie dojdę, może nawet nigdy. Zrozumiałam to będąc na zakupach (oczywiście w sieci) i przeanalizowałm to potem na spokojnie. Zakupoholizm to słowo klucz (na szczęście lekki, bo wiem, że taki prawdziwy to poważny problem).

Ja przyciągam do siebie rzeczy, rzeczy przyciągają mnie do siebie. Pewnie jakiś spec-psycholog powie: to ma głębokie podłoże psychologiczno-seksualno-mentalne i tak dalej.
Może i ma rację, może moje nadmierne gromadzenie rzeczy, moja mania posiadania ma podłoże genetyczne, a może jestem bardziej zaburzona niż mi się wydaje. Podobno gromadzenie rzeczy pozwala wyciszyć lęki, które siedzą w człowieku. Podobno rzeczy dają poczucie bezpieczeństwa – mamy nad nimi kontrolę, a kontrolować coś fajnie jest.

To, że mówię o tym głośno wcale nie oznacza, że się poddaje. Wręcz przeciwnie, to po prostu taki publiczny rachunek sumienia. Doskwiera mi to bardzo, czuję się przytłoczona i zaczynam rozglądać się za większym mieszkaniem. A nie tędy droga!

Pora na terapię. Zaczynam eksperyment. Czy uda mi się nie wydać więcej niż 200 zł w nadchodzącym tygodniu. Dlaczego aż 200 zł? Bo jestem realistką i wiem, że mniej nie uda się na pewno. Bo wydawałam o wiele więcej. Bo nie chcę się katować i pozwolić sobie czasem na kawę na mieście.

oszczędzamy-2

Eksperyment zaczynam dziś, teraz. Nie jutro, nie od poniedziałku, po prostu w czwartek wieczorem, gdy siedzę w domu i przeglądam newslettery (taki zawód mój). Czy się uda zobaczymy za tydzień…

A jeśli Ty też tak masz. Jeśli czujesz, że za dużo rzeczy jest dookoła Ciebie i zamiast ich ubywać dochodzą nowe. Czujesz, że zakupoholizm powoli Cię dopada? Możesz się do mnie dołączyć!

A może masz na to swój sprawdzony sposób? Chętnie go poznam, to zawsze nowe doświadczenie, jakaś pomoc!

Update po tygodniu… 

Przeklinać nie będę, ale wydałam 810zł! Na swoją obronę mam tylko tyle, że 350zł poszło na lekarza, a 108zł na domeny. Reszta znikła…
Jednak się nie poddaję! Walczę dalej

Moja spowiedź jest tu.

Spodobał się wpis?
Podziel się.
  • Marynarka

    Trzymam kciuki :-)

    • nie oddam za gatki w tym tygodniu bo sie nie wyrobię z kasą :P

      • Marynarka

        ech … tak to jest się człowiek umawia z zakupoholikiem :P:P:P
        nauczka na przyszłość :)

        • eee no nie no spoko, podaj nr konta, zrobię przelew! i tak już przekroczyłam prawie te 200zł ;) one dy only…

          • Marynarka

            luzik … twój zakup i moje konto poczekają na nasze następne spotkanie :-)

          • mam nadzieję, ze niebawem!

  • nathalie

    Ja stwierdzilam, ze nie kupie zadnych ubran w styczniu – konczy sie dzis, udalo mi sie. Najlatwiej to osiagnac to swiadomie nie wchodzic do centr handlowych :) ja nie robie zakupow w sieci (zdarzylo sie dwa, trzy razy gora) wiec latwiej mi bylo.

    • ja niestety jestem (muszę być) na bieżąco ze wszystkim newsletterami ze sklepów internetowych więc uciec od tego nie mogę :(

  • gin

    Ja gromadzę jedzenie. Jak zobaczę w sklepie coś fajnego, nowego, to muszę mieć. A potem stoi i stoi, bo albo nie wiem, co z tym zrobić, albo mi szkoda zużyć ot tak, i czekam na specjalną okazję. Staram się z tym walczyć – w sklepie pytam siebie trzy razy, czy na pewno tego potrzebuję, czy dam radę zużyć, zanim minie termin ważności. Coraz częściej odpuszczam, więc chyba działa :)

    • ja jedzenie też gromadzę, bo muszę mieć zapasy, bo jak bede chciala coś upiec/ugotować to co? do sklepu o północy? )

  • gość

    Ja wydaję zdecydowanie za dużo, bo zawsze wydaje mi sie, że na koncie mam więcej niż faktycznie mam. Dlatego między innymi założyłam konto getin up. Teraz mam kartę z wyświetlanym stanem konta więc mam nadzieję, że uda mi się zwiększyć kontrolę.