Ja, Ona i kino Nowe Horyzonty

Są takie miejsca, w których czujemy się dobrze. Miejsca, które przywołują na myśl miłe wspomnienia. Miejsca, które mają swój klimat, są wyjątkowe i wyróżniają się wśród innych im podobnych. Wyróżniają się wystrojem, atmosferą i możliwościami jakie dają.

kino nowe horyzonty wrocławWe Wrocławiu takim miejsce dla mnie jest kino Nowe Horyzonty.

Lubię tu przychodzić. Dlaczego lubię? Jest wiele powodów.
Pierwszym i podstawowym są wspomnienia- pierwsze Pogaduchy Blogerów na jakich byłam odbywały się tu, tu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, tu też pierwszy raz ogarniałam catering na ogromną liczbę osób. Od pierwszego wejścia zostałam uraczona huśtawkami, które znajdują się w holu, pysznymi lodami, jedzeniem i kawą. Potem spojrzałam na repertuar i powiedziałam: WOW! Inny niż wszędzie- kino artystyczne, autorskie, liczne festiwale i cykle- każdy znajdzie coś dla siebie.
kino nowe horyzontyMożna tu smacznie zjeść za niewielkie pieniądze, pograć w szachy ze starszymi panami, a potem pójść na seans filmu, którego nie zobaczycie w innych kinach. Podoba mi się też nowoczesność tego miejsca- wifi, liczne działania online i otwartość na ducha obecnych czasów- ciągły rozwój, wyczucie i słuchanie potrzeb różnych pokoleń.

Jeszcze w żadnym kinie nie byłam z tak dużą częstotliwością jak tu!

kino

Byłam też tu wczoraj, na filmie “Ona” (Her) . Nie będę się rozpisywać o nominacjach tego filmu, o obsadzie i czy innych rzeczach, które przeczytacie w Internecie. Napiszę moje wrażenia, bo już sam trailer wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Pierwsze kilkanaście minut filmu to zachwyt. Rozmarzyłam się, pomyślałam: oj jak ja bym chciała mieć taki system, o ile moje życie byłoby prostsze i przyjemniejsze, gdyby coś/ktoś ogarniał moją pocztę, kalendarz, przypominał o spotkaniach, czytał i odpowiadał na emaile, a ja bym tylko głosowo wydawała polecenia. O ile moja doba by się wydłużyła!
Potem pojawiło się przerażenie, które narastało do ostatnich minut filmu. Nie i jeszcze raz nie! Ja nie chcę takiego świata, nie chcę takich technologii, nie chcę wirtualnych przyjaciół, miłości i uczuć. Mogę być daleko od przyjaciół, mogę przez długi czas porozumiewać się z nimi tylko przez tel, email czy fb, ale muszę mieć świadomość, że to stan przejściowy, że za jakiś czas się spotkamy, że jest tu możliwa fizyczność. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że żyję wśród OSów (wirtualne systemy z filmu), że inni ludzie mają swoich OSów i tylko z nimi spędzają czas, że nie ma realności w tym świecie.

Pokazana w filmie miłość- między człowiekiem a system to już dla mnie zupełnie jakaś bajka, science fiction. Uprawiać seks z samym głosem, ze swoim wyobrażeniem, z czymś co tak naprawdę nie istnieje, jest tworem naukowców? Przecież seks to przede wszystkim dotyk, czucie drugiego ciała, jego ciepła i oddechu. Świntuszenie przez Internet i masturbacja all time? Nie, ja tego nie widzę. Przez to nie potrafię ocenić tego filmu, bo z jednej strony świat ku temu zmierza, z drugiej strony mój mały móżdżek tego nie pojmuje!

Jednak pomijając to fantasty, to jednak film uzmysłowił mi jedno- wirtual jest fajny, technologia jest super i ułatwia życie, jednak pewne granice trzeba postawić, a realny świat jest mi niezbędny do egzystencji!

Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, kiedy to technologia zbliży się do tego co pokazano w filmie (nie sądze by to było możliwe), gdy mężczyźni będą nosić takie antyseksowne spodnie (czy oni lustra nie mieli?!), a pisaniem listów będą się zajmować dedykowane temu firmy!

A co mi szczególnie zapadło w pamięć, a ten krótki dialog:
– Masz tyle kontaktów (w programie pocztowym)…
– Jestem lubiany.
– Ale czy to oznacza, że masz przyjaciół?

 

Spodobał się wpis?
Podziel się.
  • Hahah, tak te spodnie były straszne :D i ta obleśna pomarańczowa koszula :D

    • ja pierdziu, gdybym spotkała goscia w takich spodniach i jeszcze z wąsami to bym było o krok od aseksualności na długi czas ;)